Teatralna Arka. Czym zachwyca "Dziecko Noego"?
"Religia nie jest ani prawdziwa, ani fałszywa, proponuje tylko pewien sposób życia."
Éric-Emmanuel Schmitt
21 kwietnia 2018 r. w Olsztyńskim Teatrze Lalek (OTL) odbyła się premiera sztuki Érica-Emmanuela Schmitta "Dziecko Noego" wyreżyserowanej przez samego dyrektora OTL - Andrzeja Bartnikowskiego. Zmysł artystyczny tegoż reżysera miałam sposobność podziwiać już przeszło 5 lat temu w Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie przy okazji sztuki "20 minut z aniołem" Aleksandra Wampiłowa. W tym przypadku do wizjonerskiego ducha reżysera wkroczyła aprowizacja szeroko pojętego teatru lalek oraz teatru cienia wraz z całą gamą efektów i zabiegów poszerzających spektrum odbioru i horyzont ujęcia tematyki, która sama w sobie obciążona jest sporym ładunkiem kulturowym i emocjonalnym.
![]() |
| Adam Hajduczenia i Tomasz Czaplarski |
Historia, opowiedziana przez pisarza francuskiego pochodzenia Érica-Emmanuela Schmitta, jest oparta na prawdziwych wydarzeniach. Przedstawia losy żydowskiego chłopca - głównego bohatera - Josepha, który podczas okupowania Belgii w trakcie II Wojny Światowej zostaje przez rodziców oddany pod opiekę katolickiego księdza - ojca Ponsa. Zarówno chłopiec jak i jego rodzice przeżyli wojnę i dzięki jego relacjom, możemy poznać tę niesamowitą opowieść o najwyższych wartościach i obyczajowo-moralnych wyzwaniach rozgrywających się w quasi-sierocińcu założonym przez Ponsa. Schmitt posiadł ogromny dar implementacji spraw ważkich i newralgicznych w formę prostą, język lekki i oprawę przystępną. Ponadto jego bohaterami często są mali chłopcy - oni przemycają filozoficzne przesłania, moralizatorskie wydźwięki i problemy ogólnoludzkie. Kategoria dziecka w twórczości Schmitta, w moim przekonaniu, przekłada się na koncepcję lalki w teatrze lalek. Dużo lepiej przyswajalny staje się trudny temat, gdy dźwigany jest na barkach dziecka w literaturze. Lepiej przyswajalny, ale niewątpliwie celniej uderzający we wrażliwość ogółu, dzięki czemu trafia we właściwe tony - spełniając swój cel dydaktyczny i nieco narzucając, nolens volens, interpretację. Podobnie dzieje się przy wprowadzeniu lalek do scenografii. Tu - lalek absolutnie genialnych, które same w sobie stanowią dzieło sztuki. Każda lalka swoim wyglądem ukierunkowuje naszą percepcję na tory właściwej sobie historii. Lalki w tej sztuce żyją, ich twarze mówią o bohaterze więcej niż jego słowa i gesty. Na ich twarzach "wyryta" jest ich przeszłość, uczucia, sztandarowe cechy charakteru. Każda jest indywiduum, o niezwykłym, odrobinę mrocznym wyglądzie. Cała scenografia tej sztuki opiewa na charakternym, mocnym retro klimacie, kojarzącym się z nurtem vintage. Na scenie zderzają się nowe formy, za którymi podążają dodatkowe warstwy - obok przesłania literackiego, warstwa artystyczna, dzięki której ubogaca się spektrum emocjonalne aktora z teatru żywego. Przekaz staje się wielowymiarowy i wielopłaszczyznowy, wchodzimy w takie interpretacyjne zjawisko wymiaru niemal 5D, bo historia ukazywana jest na wszelkich możliwych frontach, dotykając każdego zmysłu i pobudzając intuicyjnie wieloformatową wyobraźnię.
Interesującym zabiegiem metaforycznym, obok lalek będących w samym założeniu metaforą, jest zastosowanie epidiaskopu do przedstawienia historii Noego. Położony tu niezwykle mocny akcent - zastosowanie urządzenia projekcyjnego do jednego, jedynego wątku - koresponduje jednocześnie z tytułem sztuki. Dzięki czemu zostaje on lepiej zapamiętany i jednocześnie ten kontrast inscenizacyjny odrywa na chwilę od całej fabuły, skłaniając do ontologicznych, głębokich refleksji.
![]() |
Koncept realizacji tejże sztuki zrodził się w głowie reżysera za sprawą jego osobistego spotkania z autorem "Dziecka Noego" w Avinionie. Zainspirowany tą realną historią, postanowił ukazać ją oczom widzów Olsztyńskiego Teatru Lalek. Tematyka sztuki okazuje się niewiarygodnie aktualna, nie tylko ze względu na relacje polsko-izraelskie i narastające konflikty religijne. Rozpatruje ona kardynalne kwestie egzystencjalne, tj. koncepcja Boga, religii, wolnej woli. Prawi o przyjaźni, oddaniu, zagubieniu i odnalezieniu właściwego sobie "ja". Tu rozstrzygają się fundamentalne aberracje etyczne i moralne, rodzące się w przyspieszonym i wymuszonym czasoprzestrzennie dojrzewaniu bohatera. Ta piękna, esencjonalna opowieść w niepowtarzalnej i atrakcyjnej formie, niewątpliwie zapada w pamięć. Osobiście bliska jest mi tego rodzaju tematyka i wywiera na mnie zawsze ogromne, bardzo osobiste wrażenie. Podobnie przeżyłam "Sztukmistrza z miasta Lublina" w Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie, podobnie oddziałuje na mnie muzyka pieśni jidysz w wykonaniu André Hübnera-Ochodlo, na którego koncerty chodzę z uporem maniaka. Ten klimat i ta konkretna tematyka albo przypada do gustu i gra na najwrażliwszych strunach duszy, albo nie. Nie można przejść obok tego z pełną dozą ambiwalencji.


