Alchemia kultury: Angelica archangelica & Libri Picturati
"Nie próbuj mi wmawiać, że natura nie jest cudem. Nie opowiadaj mi, że świat nie jest baśnią."
Jostein Gaarder
Pragnę podjąć dziś dwa, dość często przewijające się w mojej historii wątki.
Jeden to mój wizerunek w sieci. Mainstream każe pokazywać siebie non stop, siebie i swoje życie. Bo wtedy jestem bliżej odbiorców, jestem taka Wasza, swojska, Maryśka do tańca i do różańca.
Pomimo, iż dystans do siebie mam na tyle duży, że czasem w tafli lustra nie posiadam odbicia - uważam, że topiki, którym poświęcam, nomen omen - życie, są ważniejsze od natrętnego wklejania mojej twarzy i innych członków.
Nauka, sztuka i kultura są najważniejszymi bohaterami tej podróży, a moim zadaniem jest interesujące i nieszablonowe edukowanie, uwrażliwianie na niuanse, niekoniecznie powszechnie ugruntowane, w świadomości. Nie zaś epatowanie wizerunkiem i zasłanianie sobą sensu przekazu. Tak tłumaczą się ludzie WWO, zapamiętajcie
Dla nas bycie szarą eminencją bywa już nadto drenujące 
Dla nas bycie szarą eminencją bywa już nadto drenujące 
Drugą sprawą jest łączenie Nauki i Sztuki. Abstrahując od mojego zmultiplikowanego wykształcenia i ciągłego dokształcania się, moją ogromną pasją od lat jest Biologia.
No a co ma biologia do sztuki?
Oprócz Muzeum Przyrody i wystaw roślin?
Możecie nie wierzyć, ale nader często otrzymywałam takie pytania. Zarówno ze strony naukowej, jak i ze strony artystycznej.
A tak po prawdzie... to ja nie wymyśliłam kosmosu na nowo.
No i tu przychodzi odpowiedź na dwa zagadnienia - zdjęcie, które widzicie, wisiało przez wiele lat w sali ćwiczeniowej, w której prowadziłam ze studentami różne zajęcia, głównie związane z botaniką. Studenci wchodzili i wychodzili i nikt nie dziwił się, że na ścianie wisi moje zdjęcie. Mało tego! Nikt na to w ogóle nie reagował 

A jednak noszę od urodzenia imię rośliny, która ma potężną historię ludową, alchemiczną i magiczną (kiedyś pisałam o tym w swoich artykułach popularnonaukowych, może ktoś z Was kojarzy).
Jestem Angeliką. I tak jak wizerunki wielu gatunków rodzaju Angelica widnieją w przewodnikach, słownikach, encyklopediach, tak też zamyka się krąg powiązań pomiędzy biologią i sztuką. Kiedyś bowiem rejestry gatunków dokumentowano własnoręcznie.
Na ogół wszyscy lekarze i biolodzy byli wybitnymi rysownikami i malarzami (albo artyści mocno eksplorowali arkana nauki, ekspandując zasoby graficznych artefaktów naukowych, jak np. regularnie przywoływany przeze mnie Leonardo da Vinci).
Od ich pietyzmu, detali zależała skrupulatna archiwistyka i dbałość o dziedzictwo naturalne.
Wiedza, która była kolekcjonowana setki lat w klasztornych skryptoriach graniczących z wirydarzami pełnymi obłędnych kwiatów, zasadzonymi feerią ziół i proleczniczych okazów, była w pierwszej kolejności przechwycona przez naukowców proweniencji wszelakiej: od humanistów, po fizyków, lekarzy i herbarzy.
Okres wielkich odkryć geograficznych, wojaży, rozkwit handlu zagranicznego, czasem totalny traf albo zwykła ludzka ciekawość, a nawet pazerność przyczyniały się do wielkiej wędrówki roślin, zasiedlających nowe, często nieznane obszary. Ten motyw pojawia się m.in. w książce autorstwa Elizabeth Gilbert pt. "Botanika duszy".
Historycznym przykładem takich ogrodowych peregrynacji jest Bona, polska królowa i włoska księżna, żona Zygmunta I Jagiellona (tego 'Starego'
). Potomkini Sforzów ściągnęła na ziemie Polski bukiet warzyw oraz ziół, który potocznie nazywamy w uzusie "włoszczyzną". Poszczególne komponenty tego "Bonowego" bukietu rozmaitości można było poznać podczas organizowanych przeze mnie zajęć popularnonaukowych, m.in. w ramach BIOlogic Escape - warto je poznać, bowiem aktualnie mylnie przyporządkowujemy warzywa, będące prawdziwą włoszczyzną.
). Potomkini Sforzów ściągnęła na ziemie Polski bukiet warzyw oraz ziół, który potocznie nazywamy w uzusie "włoszczyzną". Poszczególne komponenty tego "Bonowego" bukietu rozmaitości można było poznać podczas organizowanych przeze mnie zajęć popularnonaukowych, m.in. w ramach BIOlogic Escape - warto je poznać, bowiem aktualnie mylnie przyporządkowujemy warzywa, będące prawdziwą włoszczyzną.Renesansowi humaniści nierzadko byli zainspirowani herbarzami, których wielowiekowa tradycja zakorzeniała się już w starożytności, a także pismami dawnych medyków.
Jednym z nich był Dioskurides Pedanios, który za czasów Nerona sporządzał swój własny zielnik. Tego typu zielniki tworzone przez badaczy przez setki lat, zapełniane były nie tylko szeregiem opisów i istotnych informacji o właściwościach i cechach charakterystycznych roślin, a także ilustracjami.
Wykonywane były albo przez uzdolnionych malarzy, albo grafików, często na specjalne zlecenie zarządców wielkich ogrodów.
Ranga ilustracji okazów rosła i ewoluowała. Z efemerycznych podobizn osiągały rangę potężnego dzieła sztuki.
W okresie Renesansu takie rysunki spełniały głównie rolę dydaktyczną, z czasem udoskonaliły się w kierunku florilegium - zbioru zachwycających obrazów nader realistycznie przedstawiających kwitnące rośliny, o ogromnych walorach dla przyszłych pokoleń ogrodników, botaników i krytyków sztuki.
W jednym z wywiadów dla Niecodzinnych Olsztynian, wspominałam o najwcześniej powstałym i najbogatszym gatunkowo albumie botanicznym, który w niezwykły sposób ukazuje bioróżnorodność i zachwycający urok flory - Libri Picturati.
Aktualnie ten skarb przechowywany jest w Bibliotece Jagiellońskiej w Krakowie. Autorem tego kolekcjonerskiego zasobu był Charles de l'Ecluse, flamandzki lekarz i botanik, który był powołany, np. na dyrektora ogrodu cesarskiego Rudolfa II Habsburga w Wiedniu.
Rudolf też lubił łączyć - zamiłowanie do nauki, głównie tej z obszaru alchemii oraz sztuki - był mecenasem wielu znamienitych artystów. Ponadto Charles de l'Ecluse stworzył spektakularny ogród botaniczny w Lejdzie, a tak na marginesie to znamy go głównie jako Karola Kluzjusza (europejska wersja: Carolus Clusius).
Uznawany jest jako jeden z najznamienitszych twórców współczesnej Botaniki. Jako jeden z pierwszych poczynił opisy i charakterystyki dla gatunków roślin z całego świata (oczywiście na miarę ówszesnego stanu wiedzy i zdobyczy
).
).Wnikliwie weryfikował doniesienia z czasów starożytnych, prowadził własne analizy i obserwacje. Wyniki prowadzonych przez siebie badań opublikował w pokaźnych knigach "Flora Austrii i Węgier" oraz "Flora Hiszpanii i Portugalii".
Wspomniane wiekopomne Libri Picturati to konglomerat 1 142 kolorowych akwareli, prezentujących 1 860 okazów Królestwa Roślin. Późniejsi specjaliści okrzyknęli dzieło Kluzjusza swoistym fenomenem, z uwagi na systematyczny i naukowy charakter skatalogowania. Zawarte ryciny są wybitnie dokładne, sporządzone z nad wyraz wyrafinowaną skrupulatnością oraz niespotykaną precyzją. Liczne prezentowane tam okazy stanowiły całkowite novum, czasem traktowane były niemal w randze sensacji (jakie czasy, taki skandal, jak widać
). Kluzjusz zlecał tworzenie rycin wybitnym artystom - propagowanie przełomowych dokonań Nauki byłoby niewykonalne bez obecności niezastąpionej Sztuki.
). Kluzjusz zlecał tworzenie rycin wybitnym artystom - propagowanie przełomowych dokonań Nauki byłoby niewykonalne bez obecności niezastąpionej Sztuki.Natomiast bez takich historii nie kształtowałaby się Kultura, wpływająca na nasze postawy, optykę i postrzeganie Świata w kontekście dziejowym.
Wszystko się łączy.
Dlatego też jestem.
Wasza ArchAngelika vel. Kulturoholiczka
No i na zawsze: with love 

